W 2019 roku Światowy Dzień Ziemi zbiegł się z Polskimi świętami wielkanocnymi, a konkretnie z “lanym poniedziałkiem”. Mieliśmy wolne, nie chcieliśmy siedzieć przy stole, pożeglowaliśmy więc z absolwentami naszych kursów żeglarskich po Martwej Wiśle by posprzątać kawałek jej brzegu.

Ciepło, słonecznie, wieje spokojny północno wschodni wiaterek. W plecakach kiełbaski na ognisko i worki na śmieci, a w głowach determinacja, by posprzątać brzeg “naszej rzeki”. Lepiej być chyba nie morze. Wypływamy dość szybko, gdy tylko zebrała się cała załoga i obieramy kurs na wschód – w kierunku kanału łączącego Martwą Wisłę z ujściem Wisły Śmiałej, gdyż to tam wypatrzyliśmy ładne miejsce warte posprzątania, tak zwaną ławeczkę.

Więcej o tym odcinku Martwej Wisły tutaj.

Szybko dopływamy na miejsce, bez przeszkód, halsując jednak nieco, szczególnie uciążliwie w przewężeniach Martwej Wisły przy Zatoce Wraków oraz Rafinerii, na co zresztą absolwenci kursów na żeglarza jachtowego często narzekają. Cumujemy Kurkę Wodną tuż przy kanale na “ławeczce” i … zabieramy się za sprzątanie! Co ciekawe, na pierwszy rzut oka nie widać ile jest tutaj śmieci. Dopiero podchodząc bliżej, lub nieco poruszając trzciną zaścielającą cały brzeg dociera do nas jak dużo jest tutaj odpadów. Dość powiedzieć, że jest to ilość niewyobrażalna.

Rok wcześniej na tym odcinku, podczas kursu na patent żeglarski widzieliśmy fokę szarą. Zresztą zadzwoniliśmy do ośrodka badań fok na Helu, by o tym zameldować. W miejscu w którym sprzątaliśmy dużo było śladów bytowania bobrów, a na kursach wielokrotnie widzimy czaple, zimorodki i najróżniejsze kaczki: czy to krzyżówki, czy przelotne, północne, nie gniazdujące u nas. Przyrody w Gdańsku jest na prawdę dużo, wystarczy wypłynąć tuż za zakręt by spotkać takie wspaniałe zwierzęta, którym zupełnie nie straszna jest bliskość stoczni czy miasta – co innego śmieci.

Nie ma rady – smutnym widokiem jest pozostawianie za sobą brzegu o długości kilkuset metrów i szerokości ok 100 – 150, jachtem wypchanym śmieciami, lecz ze świadomością, że to, co tego dnia posprzątało te 7 osób to jedynie kropla w morzu potrzeb. Na Kurkę Wodną z trudem zmieściło się 9 wielkich worków śmieci, 4 opony, jakiś kosz na pranie, parasol… wiele dziwacznych rzeczy udało nam się odnaleźć. Werdykt nikogo nie zaskoczy: 90% to plastik, z czego ponad połowa to butelki i pojemniki po napojach. Wędkarze niestety dokładają olbrzymią część śmieci do nabrzeża Martwej Wisły opakowaniami po zanętach, robakach i niestety alkoholu. Nie brakowało też wyraźnie nielegalnie usypanych stert śmieci pochodzenia typowo “domowego”. Jako żeglarze nie możemy godzić na taki stan rzeczy i dbać o przyrodę z której przecież czerpiemy pełnymi garściami. Obyście zawsze mogli żeglować po czystych wodach, wśród ptaków, fok, bobrów i cumować do czystych niezaśmieconych brzegów pełnych zielonej trawy i kwitnących kwiatów. Marzenie? Do marzeń trzeba dążyć! Działajmy! Za rok powtórka – WIND HUNTER nie odpuszcza 🙂

Za uczestnictwo i pomoc gorąco dziękuję:
Sylwii, Marysi i jej siostrze, Sergusiowi, Michałowi i Ivanowi!

Dla chcących “obczaić” nieco więcej zapraszam do obejrzenia relacji na YT:

Call Now Button